Są takie momenty w roku, które przypominają nam, że niezależnie od naszego kalendarza, spotkań, obowiązków i planów natura ma swój własny rytm. Dni stają się krótsze, wieczory chłodniejsze, światło zaczyna wyglądać inaczej i właściwie nie wiadomo, kiedy dokładnie to się wydarzyło, ale nagle czujemy, że lato naprawdę się kończy.
23 września 2026 roku przychodzi równonoc jesienna - astronomiczny początek jesieni i moment, w którym dzień i noc są do siebie najbardziej zbliżone długością. Od tej chwili na naszej półkuli to ciemniejsza część doby zacznie stopniowo przejmować przewagę.
Można potraktować to wyłącznie jako zjawisko astronomiczne, ale można też zatrzymać się przy jego symbolice, bo równonoc od dawna kojarzona jest z przejściem, domykaniem pewnego etapu i poszukiwaniem równowagi między tym, co jasne, a tym, co pozostaje w cieniu.
Dla mnie sama idea równowagi jest szczególnie ciekawa, bo bardzo często wyobrażamy ją sobie jako stan, który kiedyś wreszcie uda nam się osiągnąć. Praca będzie poukładana, relacje spokojne, ciało wypoczęte, głowa cicha, a wszystkie elementy życia znajdą się dokładnie tam, gdzie powinny.
Tyle że natura pokazuje coś zupełnie innego.
Równonoc trwa tylko chwilę. Światło i ciemność spotykają się niemal po równo, a potem wszystko znowu zaczyna się zmieniać. Być może więc równowaga nie polega na zatrzymaniu życia w idealnym punkcie, ale na umiejętności zauważenia, czego potrzebujemy w danym momencie i pozwoleniu sobie na zmianę, kiedy coś przestaje nam służyć.
Trzy dni później - pełnia w Baranie
Co ciekawe, w tym roku chwilę po równonocy czeka nas jeszcze jeden symbolicznie mocny moment. 26 września 2026 roku przypada pełnia Księżyca, która w astrologii będzie pełnią w znaku Barana. Po przeciwnej stronie znajdzie się Słońce w Wadze.
I właśnie to zestawienie wydaje mi się najciekawsze.
W astrologicznej symbolice Baran mówi o „ja” - o własnych potrzebach, decyzjach, odwadze, niezależności i gotowości do działania. Waga natomiast kieruje uwagę w stronę „my” - relacji, kompromisu, współpracy i szukania równowagi pomiędzy własnym światem a światem drugiego człowieka.
Nie trzeba traktować astrologii jak instrukcji obsługi życia, żeby wykorzystać tę symbolikę do przyjrzenia się sobie. Dla mnie takie momenty są raczej pretekstem do zatrzymania niż przepowiednią tego, co ma się wydarzyć.
Bo być może warto zapytać siebie: ile jest dzisiaj we mnie miejsca na moje własne „ja”, a ile decyzji podejmuję przede wszystkim po to, żeby utrzymać spokój wokół siebie?
Czasami tak bardzo staramy się być rozsądni, odpowiedzialni, pomocni i dostępni dla innych, że dopiero po czasie orientujemy się, że gdzieś po drodze przestaliśmy pytać siebie, czego właściwie chcemy. Innym razem jest dokładnie odwrotnie - tak mocno bronimy swojej niezależności, że zapominamy, iż życie dzieje się również w relacji z drugim człowiekiem.
I być może właśnie tutaj spotykają się symbolika równonocy i nadchodzącej pełni: nie chodzi o wybranie jednej strony, ale o zauważenie, gdzie naprawdę potrzebujemy więcej równowagi.
Jesień ma jeszcze jedną dobrą lekcję
Kiedy patrzę na jesień, trudno nie myśleć o odpuszczaniu. Drzewa nie próbują zatrzymać każdego liścia tylko dlatego, że był z nimi przez ostatnich kilka miesięcy. Jest moment wzrostu, jest moment pełni i przychodzi moment puszczenia tego, co zakończyło swój cykl.
My mamy z tym zdecydowanie większy problem.
Potrafimy długo nosić stare rozmowy, cudze opinie na swój temat, poczucie winy, niespełnione oczekiwania, relacje utrzymywane bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby czy przekonania o tym, kim powinniśmy być, chociaż sami już dawno czujemy, że coś się zmieniło.
Dlatego zamiast tworzyć z równonocy i pełni kolejny wielki rytuał, listę intencji czy obowiązek „przepracowania” czegoś w sobie, można wykorzystać te kilka dni znacznie prościej.
Zatrzymać się.
Nie po to, żeby natychmiast znaleźć odpowiedź, ale żeby uczciwie sprawdzić:
Co w moim życiu nadal jest naprawdę moje, a co trzymam tylko dlatego, że trudno mi to puścić?
Gdzie potrzebuję więcej miejsca dla siebie, a gdzie więcej miejsca dla drugiego człowieka?
I czego nie chcę już zabierać ze sobą w kolejną część roku?
Nie trzeba odpowiadać na wszystkie te pytania od razu. Czasami wystarczy jedno z nich, które zostanie z nami trochę dłużej.
Bo może właśnie o tym przypomina nam równonoc - że równowaga nie oznacza bezruchu. Światło i ciemność mogą przez chwilę spotkać się w jednym miejscu, ale chwilę później świat znowu rusza dalej.
My również możemy.
Nie zawsze wiedząc dokładnie dokąd.
Ale być może już trochę lepiej wiedząc, czego nie chcemy zabierać ze sobą.